Usiadłam obok niego na sofie. Podciągnęłam nogi i złapałam się ich.
- Podobno Michaś też zamierza wracać do Włoch - powiedziałam.
- Tak?
- No raczej.
- Aha, trochę źle. Proszę, nie rozpoczynajmy znów tego tematu - poprosił.
- Dobrze. Co leci? - zapytałam wskazując na telewizor.
- Jakiś nudny program motoryzacyjny.
- Mhmm, gdzie jest Lili? - zapytałam.
- Tam leży.
Toni skierował palec na swoje łóżko. Podeszłam na palcach do mebla i powiedziałam do kotki:
- Hej Lili - otworzyła oczy.
Podniosłam ją i zaniosłam na sofę. Pogłaskałam ją i usiadłam spowrotem.
- Daj jej jeść, dochodzi pora obiadu - rozkazał Antonio.
- A od kiedy nasz biedny Toni nie może podnieść swojego leniwego tyłka? - zapytałam.
Roześmiał się.
- No już idę.
Wstał z sofy, ja położyłam Lili na podłodze, a Antonio poszedł po miskę. Nasypał tam trochę suchej karmyni wrócił na sofę. Wszedł pod koc i szczelnie się nim otulił.
- Włącz coś normalnego - powiedziałam.
Spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Chcesz powiedzieć, że motoryzacja nie jest normalna? - zapytał.
Tym razem ja na niego spojrzałam z wyrzutem.
Obydwoje się roześmialiśmy.
- Dobra, motoryzacja jest nienormalna - przyznał. - Ale jak chcesz przełączyć na coś NORMALNEGO to musisz najpierw złapać pilota! - zawołał wstając zrzucając przy okazji koc.
Wstałam z sofy i zaczęłam go gonić po pokoju. Wciąż się śmialiśmy. Wszedł na sofę i podniósł rękę z pilotem pod sam sufit.
- Eeej! To niesprawiedliwe! - powiedziałam do niego.
Weszłam na sofę i zaczęłam skakać po pilot.
- Toni oddaj pilot - powiedziałam poddając się.
- Nic z tego, mała - podkreślił i zaczął się śmiać.
Próbowałam powstrzymać śmiech, lecz później nie wytrzymałam i zaczęłam się głupkowato śmiać. Antonio zeskoczył z sofy i popędził z pilotem na korytarz.
- Toni! - zawołałam i zaczęłam biec za nim.
Antonio wyszedł na dwór w straszny mróz i spoglądając na mnie w tył śmiał się. Pobiegł na pastwisko gdzie pasły się konie*, a ja za nim. Toni stanął, żeby wejść na czyjegoś konia.
- Antonio! Nie waż mi się wejść na tego konia - krzyknęłam na niego próbując zachować pokerową twarz, lecz nie udawało mi się to - wciąż się śmiałam
Toni nie wszedł na konia, tylko cierpliwie czekał, aż do niego dobiegnę. Kiedy już byłam obok niego to powiedział:
- I kto tu jest teraz górą? - rzekł wskazując na siebie.
- Ja - powiedziałam wyrywając mu pilota i biegnąc w stronę Universytetu.
Toni?
*Nie wiem czy konie mogą się paść, ale powiedzmy że tak :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz