Patrzyłam na Johna nie do końca rozumiejąc powód jego radości. Sama
jednak złapałam się na mimowolnym uśmiechu. Incognito kilkukrotnie
uderzył kopytem w ziemię. Następnie, raczej nie czekając na moją zgodę, ruszył dumnie przed siebie w stronę lasu. Wkrótce razem z Jonathanem
jechaliśmy już jedną z szerszych dróg leśnych.
Z powątpiewaniem rozglądałam się wokół, nie mogąc znaleźć zbyt wielu
punktów charakterystycznych. Zakazałam sobie jakichkolwiek zjazdów ze
ścieżki.
- Więc... naprawdę nie mamy pojęcia dokąd jedziemy? - zapytałam Johna, przerywając ciszę.
~John?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melencia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melencia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 lipca 2015
środa, 1 lipca 2015
Od Melencia CD John
Spojrzałam na niego robiąc nieokreślony ruch ręką, co zdecydowanie nie
spodobało się Incognito, który zrobił nerwowy krok w przód, delikatnie
błyskając swoim rybim okiem. Podobnie jak ja, chciał w końcu rozprostować
nogi i rozejrzeć się w nowym środowisku.
- Jestem tu od wczoraj. Może ty znasz jakieś fajne miejsca? Warte zobaczenia - powiedziałam. - Oczywiście, możemy znów wybrać się nad jezioro. - dodałam pośpiesznie, kierując swój wzrok w stronę gęstwiny drzew, rozpościerającej się niedaleko stajni.
~John?
- Jestem tu od wczoraj. Może ty znasz jakieś fajne miejsca? Warte zobaczenia - powiedziałam. - Oczywiście, możemy znów wybrać się nad jezioro. - dodałam pośpiesznie, kierując swój wzrok w stronę gęstwiny drzew, rozpościerającej się niedaleko stajni.
~John?
wtorek, 30 czerwca 2015
Od Melencii CD John
Słuchałam w zamyśleniu nauczycielki. Z wielkim zapałem opowiadała jak
odpowiednio zrobić pół paradę i paradę. Obie te rzeczy, już dawno
opanowałam w praktyce, a przecież praktyka wypiera teorię i czyni
mistrza. Z resztą, nawet bez tych długich i męczących wywodów byłabym w
stanie mniej więcej wyjaśnić, jak wykonać dane elementy. Tak więc bez
większego zainteresowania słuchałam jej, gryząc ołówek. Zastanawiałam
się, czy ktokolwiek zauważył nową uczennicę w klasie. Rozejrzałam się po
sali. Z zadowoleniem zauważyłam, że nikt nie patrzy na mnie z jakimś
szczególnym zainteresowaniem.
Popatrzyłam w okno. Świeciło słońce. Wiatr delikatnie potrząsał gałązkami drzew. Moja ręka, w której trzymałam ołówek robiła nieokreślone linie , jakby w oczekiwaniu na kartkę. Pogoda wydawała się być wręcz idealna na... Teren.
Spojrzałam w kierunku Jonathana. Po jego postawie widać było, iż też nie jest szczególnie zainteresowany lekcją.
- Masz czas o 16.00? - szepnęłam w jego stronę.
~John?
Popatrzyłam w okno. Świeciło słońce. Wiatr delikatnie potrząsał gałązkami drzew. Moja ręka, w której trzymałam ołówek robiła nieokreślone linie , jakby w oczekiwaniu na kartkę. Pogoda wydawała się być wręcz idealna na... Teren.
Spojrzałam w kierunku Jonathana. Po jego postawie widać było, iż też nie jest szczególnie zainteresowany lekcją.
- Masz czas o 16.00? - szepnęłam w jego stronę.
~John?
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Od Melencii CD John
Wymownie spojrzałam na moją spakowaną już torbę i kurtkę zaplecioną wokół pasa.
- Idziemy? - zapytałam i raczej nie czekając na odpowiedź Johna (który też już był gotowy) ruszyłam w kierunku wyjścia stołówki. Na korytarzu zatrzymałam się jednak niepewnie szukając w moich rzeczach planu lekcji. Musiałam zostawić go w pokoju, gdyż nigdzie go nie znalazłam.
Jonathan patrzył na to z lekkim rozbawieniem.
- Domyślam się, że wiesz co teraz mamy? - zapytałam. - I gdzie? - dodałam jeszcze, patrząc z powątpiewaniem na plan szkoły. Wczoraj, kiedy korytarze były puste, z łatwością rozpoznawałam drogę. Teraz jednak zalewał je tłum uczniów, a z moim niezbyt wysokim wzrostem, ciężko było mi zobaczyć jakikolwiek charakterystyczny punkt. Spojrzałam wyczekująco na widocznie rozbawionego Jonathana.
~John?
- Idziemy? - zapytałam i raczej nie czekając na odpowiedź Johna (który też już był gotowy) ruszyłam w kierunku wyjścia stołówki. Na korytarzu zatrzymałam się jednak niepewnie szukając w moich rzeczach planu lekcji. Musiałam zostawić go w pokoju, gdyż nigdzie go nie znalazłam.
Jonathan patrzył na to z lekkim rozbawieniem.
- Domyślam się, że wiesz co teraz mamy? - zapytałam. - I gdzie? - dodałam jeszcze, patrząc z powątpiewaniem na plan szkoły. Wczoraj, kiedy korytarze były puste, z łatwością rozpoznawałam drogę. Teraz jednak zalewał je tłum uczniów, a z moim niezbyt wysokim wzrostem, ciężko było mi zobaczyć jakikolwiek charakterystyczny punkt. Spojrzałam wyczekująco na widocznie rozbawionego Jonathana.
~John?
Od Melencii CD John
Gra na gitarze. Nigdy nie rozumiałam jak można na niej grać. Nieraz
usiłowałam się nauczyć, ale zwyczajnie nie potrafiłam przekładać dość
szybko palców, jednocześnie szarpiąc struny i czasem jeszcze śpiewając.
Byłam na kilkunastu lekcjach, ale ich efekt był znikomy. Dlatego zamiast
uczyć się grać, słuchałam gry w telewizji lub na
komputerze. Jasne... Było to znacznie... Wygodniejsze.
- A ty? Czym się interesujesz? - zapytał John.
Dotknęłam delikatnie zimnej powierzchni mojego nożyka w kieszeni kurtki. Rzucanie nożem to raczej dziwne zainteresowanie.
- Rysuję. - powiedziałam.
Było to jak najbardziej zgodne z prawdą. Zaczęłam rysować w wieku 7 lat i z roku na rok, widziałam duże postępy w moich pracach. Teraz, wiele osób, widząc moje rysunki mówiło, że mam talent, co nieraz mnie denerwowało, gdyż po prostu dużo ćwiczyłam.
- Wiesz? Jeśli kiedyś pokażesz mi swoją grę... Mogę dać ci rysunek Tenebris. - dodałam i uśmiechnęłam się nieznacznie. - Wczoraj narysowałam.
W tamtym momencie rozbrzmiał dzwonek.
~Jonathan?
- A ty? Czym się interesujesz? - zapytał John.
Dotknęłam delikatnie zimnej powierzchni mojego nożyka w kieszeni kurtki. Rzucanie nożem to raczej dziwne zainteresowanie.
- Rysuję. - powiedziałam.
Było to jak najbardziej zgodne z prawdą. Zaczęłam rysować w wieku 7 lat i z roku na rok, widziałam duże postępy w moich pracach. Teraz, wiele osób, widząc moje rysunki mówiło, że mam talent, co nieraz mnie denerwowało, gdyż po prostu dużo ćwiczyłam.
- Wiesz? Jeśli kiedyś pokażesz mi swoją grę... Mogę dać ci rysunek Tenebris. - dodałam i uśmiechnęłam się nieznacznie. - Wczoraj narysowałam.
W tamtym momencie rozbrzmiał dzwonek.
~Jonathan?
Od Melencii CD John
Wzruszyłam ramionami. Faktż że nie miałam koszmarów był dość pocieszający.
- Macie tu miękkie łóżka - powiedziałam po chwili.
John uśmiechnął się znad talerza. Osobiście nie mogłam już zjeść reszty nałożonych sobie tostów. Niestety Cia jak zawsze je oczami, a potem nie może pogodzić się z żołądkiem. Nie do końca jednak wiedziałam, co zrobić z niezjedzonym posiłkiem. Z reguły nie wyrzucam jedzenia. Spojrzałam w zamyśleniu na powoli zapełniające się miejsca w stołówce. Może zapakuję je na wynos?
- Więc... Poza jazdą konną masz jakieś inne zainteresowania? - Zapytałam przerywając milczenie.
~John?
- Macie tu miękkie łóżka - powiedziałam po chwili.
John uśmiechnął się znad talerza. Osobiście nie mogłam już zjeść reszty nałożonych sobie tostów. Niestety Cia jak zawsze je oczami, a potem nie może pogodzić się z żołądkiem. Nie do końca jednak wiedziałam, co zrobić z niezjedzonym posiłkiem. Z reguły nie wyrzucam jedzenia. Spojrzałam w zamyśleniu na powoli zapełniające się miejsca w stołówce. Może zapakuję je na wynos?
- Więc... Poza jazdą konną masz jakieś inne zainteresowania? - Zapytałam przerywając milczenie.
~John?
niedziela, 28 czerwca 2015
Od Melenci CD John
Zaśmiałam się. Pierwszy raz dzisiejszego dnia.
-Właśnie o to chciałam zapytać. Jasne. - odparłam
John też się uśmiechnął. Pożegnałam się i zamknęłam drzwi. Odetchnęłam powietrzem przesiąkniętym zapachem świeżej farby. Z pewnością fajnie będzie wstać rano ,mając poczucie jakiegoś celu. Chociażby takiego, jak spotkanie ze znajomym.
Przebrałam się w piżamę (za którą służyła mi za duża koszulka i krótkie spodenki) ,po czym złapałam za mój szkicownik i z braku innego zajęcia, zaczęłam rysować.
Zawsze zaczynałam od kilku niepozornych kółek. Nie wiem dlaczego, ale pierwsze co przyszło mi na myśl, aby narysować, to klacz Jonathana.
Gdy skończyłam, na mojej pościeli leżała masa startej gumki, zegar wskazywał godzinę 1.27, a w moim szkicowniku, widniał niemal trójwymiarowy szkic pędzącej klaczy. Z uśmiechem spojrzałam na moje dzieło, po czym zamknęłam szkicownik i wraz z gumką i ołówkiem wrzuciłam go pod łóżko. Strzepnęłam resztki gumki z pościeli i nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
***
Obudził mnie irytujący odgłos budzika. Otworzyłam oczy. Na zegarze widniała godzina 8.00. Wyłączyłam alarm i z cichym jękiem stoczyłam się z łóżka. Przeciągnęłam się. Ziewnęłam (niezbyt elegancko) i wciąż zaspana powędrowałam do szafy. Początkowo przestraszyłam się, nie widząc bryczesów. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że zostawiłam je w siodlarni. Niewiele myśląc założyłam moje jeansy i luźną bluzkę. Następnie ruszyłam do lustra, mając nadzieję, że chociaż trochę ogarnę moje włosy.
***
Byłam już prawie gotowa. Chwyciłam moją kurtkę, przewiesiłam torbę z kilkoma podręcznikami i innymi potrzebnymi rzeczami przez głowę i z uwagą patrzyłam na plan szkoły. Całe szczęście mniej więcej wiem już, jak dojść na stołówkę.Właśnie....Mniej więcej. Dlatego z takim uporem studiowałam plan. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
~Jonathan?
-Właśnie o to chciałam zapytać. Jasne. - odparłam
John też się uśmiechnął. Pożegnałam się i zamknęłam drzwi. Odetchnęłam powietrzem przesiąkniętym zapachem świeżej farby. Z pewnością fajnie będzie wstać rano ,mając poczucie jakiegoś celu. Chociażby takiego, jak spotkanie ze znajomym.
Przebrałam się w piżamę (za którą służyła mi za duża koszulka i krótkie spodenki) ,po czym złapałam za mój szkicownik i z braku innego zajęcia, zaczęłam rysować.
Zawsze zaczynałam od kilku niepozornych kółek. Nie wiem dlaczego, ale pierwsze co przyszło mi na myśl, aby narysować, to klacz Jonathana.
Gdy skończyłam, na mojej pościeli leżała masa startej gumki, zegar wskazywał godzinę 1.27, a w moim szkicowniku, widniał niemal trójwymiarowy szkic pędzącej klaczy. Z uśmiechem spojrzałam na moje dzieło, po czym zamknęłam szkicownik i wraz z gumką i ołówkiem wrzuciłam go pod łóżko. Strzepnęłam resztki gumki z pościeli i nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
***
Obudził mnie irytujący odgłos budzika. Otworzyłam oczy. Na zegarze widniała godzina 8.00. Wyłączyłam alarm i z cichym jękiem stoczyłam się z łóżka. Przeciągnęłam się. Ziewnęłam (niezbyt elegancko) i wciąż zaspana powędrowałam do szafy. Początkowo przestraszyłam się, nie widząc bryczesów. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że zostawiłam je w siodlarni. Niewiele myśląc założyłam moje jeansy i luźną bluzkę. Następnie ruszyłam do lustra, mając nadzieję, że chociaż trochę ogarnę moje włosy.
***
Byłam już prawie gotowa. Chwyciłam moją kurtkę, przewiesiłam torbę z kilkoma podręcznikami i innymi potrzebnymi rzeczami przez głowę i z uwagą patrzyłam na plan szkoły. Całe szczęście mniej więcej wiem już, jak dojść na stołówkę.Właśnie....Mniej więcej. Dlatego z takim uporem studiowałam plan. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
~Jonathan?
sobota, 27 czerwca 2015
Melencia CD John
Wzruszyłam ramionami. Teoretycznie pamiętałam drogę ,do mojego pokoju.
Jednak nie cieszyła mnie idea samotnego wracania przez aktualnie puste
korytarze. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nie chcę robić ,kłopotu ,ale pokoje są na tym samym miejscu ,więc chyba ,możemy iść razem. - powiedziałam z lekkim wahaniem.
John uśmiechnął się i powoli ruszył korytarzem. Rzuciłam jeszcze raz okiem na stołówkę i dogoniłam go. Szliśmy chwilę w milczeniu.
-Więc...Który masz numer pokoju? - zapytałam.
~John?
-Nie chcę robić ,kłopotu ,ale pokoje są na tym samym miejscu ,więc chyba ,możemy iść razem. - powiedziałam z lekkim wahaniem.
John uśmiechnął się i powoli ruszył korytarzem. Rzuciłam jeszcze raz okiem na stołówkę i dogoniłam go. Szliśmy chwilę w milczeniu.
-Więc...Który masz numer pokoju? - zapytałam.
~John?
Melencia CD John
Wbiłam wzrok w czubki moich butów. Wspaniale Cia. Prawdopodobnie jednym pytaniem rozwaliłaś swoją szansę na przyjaźń.
Wzięłam głęboki oddech. Chcąc, nie chcąc ,musiałam odpowiedzieć.
-W mojej rodzinnej miejscowości ,nikt NIGDY nie zrobiłby czegokolwiek od siebie. Pojęcie "bezinteresowność" dawno już zostało wymazane z tamtejszego słownika. - powiedziałam podnosząc wzrok. - Po prostu takie zachowanie jest dla mnie zupełnie nowe. To dość...Zaskakujące. I...Szczerze mówiąc spodziewałam się ,że...Że wszędzie jest tak samo ,a tym czasem pierwszego dnia spotykam kogoś ,kto sam zaoferował pomoc i uważam to za...Dziwne. - Powiedziałam lekko się uśmiechając. - Po prostu....Nie rozumiem tego. -Dodałam.
Moje myśli dosłownie wirowały ,formując dziwne scenariusze.Wszystkie sprowadzały się do jednego pytania. Jeśli wszyscy tutaj tak się zachowują to...To czy ja się tu nadaję.
~John?
piątek, 26 czerwca 2015
Melencia CD John
Tak. Zdecydowanie w mojej rodzinnej miejscowości nie znalazłabym kogoś ,kto oprowadziłby mnie po nowej szkole. Ba ,gdyby chociaż znaleźć kogoś ,kto zauważyłby cokolwiek poza czubkiem własnego nosa. To zadziwiające. Myślałam ,że wszędzie tak jest ,ale tutaj....Wszystko wydaje się zaskakująco inne. Zbyt...Bezinteresowne.
-Halo? - Głos Johna wyrwał mnie z zamyślenia. No tak. Pewnie też zirytowałabym się ,gdyby osoba z którą próbuję porozmawiać myślała o czymś kompletnie innym.
-O czym tak zawzięcie myślisz - zaśmiał się chłopak.
Przez moją głowę przepłynął potok myśli ,o których mogłam myśleć w danej chwili. W końcu jednak zdecydowałam się powiedzieć prawdę.
-Dlaczego mi pomagasz? - zapytałam dość niepewnie. Pytanie wydawało mi się zupełnie normalne. Jednak na twarzy Jonathana pojawiło się szczere zdumienie.
~John?
Melencia CD John
Zamyśliłam się na kilka sekund. Pierwszy raz ktokolwiek zaoferował mi pomoc ,więc było to wydarzenie porównywalne do pierwszego lotu samolotem (którym z resztą też nie leciałam).
Po chwili namysłu wyciągnęłam z kieszeni kurtki plan uniwersytetu. Obejrzałam go jeszcze raz. Dostrzegłam bibliotekę ,biuro dyrektora ,oraz pokój nauczycielski.Sale także były dobrze widoczne ,więc jutro nie będę miała z nimi większego problemu. Natomiast na mojej prowizorycznej mapie nigdzie nie mogłam znaleźć stołówki. Miałam cichą nadzieję ,że jutro dopisze mi szczęście i spotkam kogoś ,kto powie mi ,którędy powinnam iść ,ale teraz poczułam ulgę na myśl ,że nie będę musiała krążyć po korytarzach ,śpiesząc się ,aby zdążyć na śniadanie.
-Wiesz może ,gdzie jest stołówka? - zapytałam pokazując mu plan.
~John?
Melencia CD John
Spojrzałam na nieznajomego. Był wysoki. Jego włosy były niemal czarne ,a błękitne oczy wpatrywały się we mnie wyczekująco.
Cóż za ironia losu. Gdy nie starasz się kogoś spotkasz ,spotykasz.
Uśmiechnęłam się delikatnie ,widząc kompletnie czarny komplet na równie czarnym koniu. Zwierzę nerwowo kręciło się wokół własnej osi. Jestem przekonana ,iż klacz chętnie ruszyłaby z miejsca galopem
Ponownie odwróciłam się do rozmówcy, który w tym czasie zdążył już wstać. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki.
-Musisz wybaczyć mi moją ostrożność ,ale nawet nie wiem jak masz na imię.-powiedziałam po chwili namysłu
Chłopak uśmiechnął się.
-John - powiedział podając mi rękę. -A ty to...
-Cia - także się uśmiechnęłam
-Więc...Jedziesz?
Tak naprawdę nie miałam nic do stracenia ,ale wyćwiczony sposób myślenia nakazywał mi zachowywać jak największą ostrożność. W końcu zdecydowałam się na kompromis.
-Mogłabym iść obok ciebie? - zapytałam lekko speszona.
~Jonathan?
Cóż za ironia losu. Gdy nie starasz się kogoś spotkasz ,spotykasz.
Uśmiechnęłam się delikatnie ,widząc kompletnie czarny komplet na równie czarnym koniu. Zwierzę nerwowo kręciło się wokół własnej osi. Jestem przekonana ,iż klacz chętnie ruszyłaby z miejsca galopem
Ponownie odwróciłam się do rozmówcy, który w tym czasie zdążył już wstać. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki.
-Musisz wybaczyć mi moją ostrożność ,ale nawet nie wiem jak masz na imię.-powiedziałam po chwili namysłu
Chłopak uśmiechnął się.
-John - powiedział podając mi rękę. -A ty to...
-Cia - także się uśmiechnęłam
-Więc...Jedziesz?
Tak naprawdę nie miałam nic do stracenia ,ale wyćwiczony sposób myślenia nakazywał mi zachowywać jak największą ostrożność. W końcu zdecydowałam się na kompromis.
-Mogłabym iść obok ciebie? - zapytałam lekko speszona.
~Jonathan?
Od Melencii do dokończenia
Rozglądałam się po zalanym słońcem placu przed. Uch... Zamkiem. Ciężko nazwać inaczej masywną budowlę znajdującą się przed moimi oczami. Incognito w dalszym ciągu stał w przyczepie i niemal czułam jego rosnącą irytację.
Popchnęłam drzwi ,które z lekkim skrzypnięciem wpuściły mnie do środka. Byłam w holu. Mocne kolumny podtrzymywały cały sufit ,a okna wpuszczały przyjemną ilość popołudniowego słońca. Rozejrzałam się w poszukiwaniu osoby oczekującej mojej osoby. Nie musiałam długo czekać. Podeszła do mnie brunetka z miłym ,acz prawdopodobnie sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Witam. Jestem Julie Screen.Uczę jazdy w terenie. - Odezwała się przyjaznym ,ale rzeczowym tonem.
-Melencia Vale. - Powiedziałam z ociąganiem podając jej rękę.
-Oto klucz do twojego pokoju. Możesz iść i odłożyć tam swoje bagaże. - Uśmiechnęła się podając mi błyszczący klucz z ozdobnie wygrawerowanym numerem dziewięć.
Gwizdnęłam pod nosem i podniosłam na nią wzrok.
-Czy... Czy mogłabym najpierw zabrać mojego konia do stajni? - Powiedziałam po chwili namysłu.
Wydawało mi się ,że w jej oczach dostrzegłam błysk aprobaty.
-Naturalnie. - Bez zbędnych komentarzy wymineła mnie i ruszyła w stronę wyjścia.
***
Widok stajni zaparł mi dech w piersiach. Wydawała się niemal nowa. Doskonale oświetlone boksy były czyste i gotowe na przyjęcie nowych lokatorów. W mojej rodzinnej miejscowości mogłam jedynie marzyć o takich luksusach.
-Tutaj możesz wprowadzić...Umm..Igora? - Powiedziała teatralnie wskazując otwarty boks.
-Incognito. - poprawiłam ją i z uśmiechem powędrowałam do przydzielonego pomieszczenia.
Koń nie sprawiał większych trudności. Swego czasu często zmieniał miejsce zamieszkania.
-Sprzęt możesz odłożyć tutaj- powiedziała Julie wskazując na duże drzwi.
Siodlarnia prezentowała się równie pięknie jak stajnia.Duża i jasna sprawiała wrażenie raczej salonu ,niż siodlarni. Starannie ułożony i podpisany sprzęt ,aż prosił o użycie. Z uśmiechem powiesiłam moje rzeczy na wskazane miejsce.
Zadowolona z siebie postanowiłam ruszyć do pokoju.
***
Stałam przed drzwiami z numerem dziewięć. Moim oczom za chwilę miał ukazać się pokój w którym mam nadzieję będę mieszkać przez długi czas. Z lekkim wahaniem otworzyłam drzwi.
Powitał mnie zapach farby i czystości. Sam pokój nie był duży ,ale urządzony został ze stylem i doświadczeniem. Lodowo niebieskie ściany sprawiały wrażenie ,że w pokoju jest bardzo świeżo. Nie czekając długo wypakowałam moje rzeczy. Teraz dopiero zobaczyłam ,jak mało przedmiotów mam w posiadaniu.
***
Zerknęłam na "mapę" podarowaną mi przez nauczycielkę. Korytarze i sale były rozrysowane bardzo dokładnie. Przeniosłam jednak wzrok na rysunki przedstawiające tereny wokół uniwersytetu. Obok pastwisk widać było nieduży lasek ,z równie niewielkim jeziorkiem. Cieszyła mnie jednak sama myśl odkrywania nowych miejsc w akademii.
Z ociąganiem wstałam z łóżka i ściskając "mapę" w ręce wyszłam z pokoju i ruszyłam najbliższym korytarzem.
***
W większej ilości sal do których wchodziłam odbywały się lekcje ,dlatego lekko speszona pośpiesznie zamykałam drzwi. W pierwszej chwili zapomniałam ,iż ja jako jedyna nie mam jeszcze lekcji.
Zapoznałam się już z moim planem. Od jutra zacznę uczęszczać na zajęcia. Dlatego właśnie stałam się zapamiętywać jak najwięcej korytarzy i jak najwięcej numerów sal.
W końcu nie mając nic innego do roboty wróciłam do pokoju. Wzięłam prysznic ,uczesałam się i przebrałam. Wychodząc chwyciłam mały nóż ,który schowałam w kieszeni mojej kurtki ze skóry. Uśmiechnęłam się do mojego odbicia w lustrze i wyszłam z pokoju.
***
16.40 Od prawie 4 godzin kręciłam się po lesie i rzucałam nożem w otaczające mnie drzewa.
Raczej nie bałam się ,że się zgubię. Doskonale zapamiętałam trasę. W mojej rodzinnej miejscowości taka umiejętność była niezbędna.
Teraz siedziałam nad jeziorem obserwując przepływające kaczki. Jutro rozpocznie się mój pierwszy dzień szkoły. Teoretycznie powinnam teraz siedzieć w pokoju,nawiązywać nowe znajomości ,dalej oglądać wnętrze akademii. Nie miałam jednak na to ochoty. Zamiast tego z uporem wpatrywałam się w lekko falującą taflę jeziora.Uśmiechnęłam się pod nosem. Będę musiała tu przyjechać z moim blokiem i ołówkami. Jestem przekonam ,że delikatne kreski oddadzą głębię tego jeziora...
-Ekchem
Poczułam jak wszystkie moje mięśnie się napinają. Nie spodziewałam się tutaj kogokolwiek. Wzięłam szybki oddech i odwróciłam się w poszukiwaniu źródła dźwięku.
~Ktokolwiek?~
Popchnęłam drzwi ,które z lekkim skrzypnięciem wpuściły mnie do środka. Byłam w holu. Mocne kolumny podtrzymywały cały sufit ,a okna wpuszczały przyjemną ilość popołudniowego słońca. Rozejrzałam się w poszukiwaniu osoby oczekującej mojej osoby. Nie musiałam długo czekać. Podeszła do mnie brunetka z miłym ,acz prawdopodobnie sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Witam. Jestem Julie Screen.Uczę jazdy w terenie. - Odezwała się przyjaznym ,ale rzeczowym tonem.
-Melencia Vale. - Powiedziałam z ociąganiem podając jej rękę.
-Oto klucz do twojego pokoju. Możesz iść i odłożyć tam swoje bagaże. - Uśmiechnęła się podając mi błyszczący klucz z ozdobnie wygrawerowanym numerem dziewięć.
Gwizdnęłam pod nosem i podniosłam na nią wzrok.
-Czy... Czy mogłabym najpierw zabrać mojego konia do stajni? - Powiedziałam po chwili namysłu.
Wydawało mi się ,że w jej oczach dostrzegłam błysk aprobaty.
-Naturalnie. - Bez zbędnych komentarzy wymineła mnie i ruszyła w stronę wyjścia.
***
Widok stajni zaparł mi dech w piersiach. Wydawała się niemal nowa. Doskonale oświetlone boksy były czyste i gotowe na przyjęcie nowych lokatorów. W mojej rodzinnej miejscowości mogłam jedynie marzyć o takich luksusach.
-Tutaj możesz wprowadzić...Umm..Igora? - Powiedziała teatralnie wskazując otwarty boks.
-Incognito. - poprawiłam ją i z uśmiechem powędrowałam do przydzielonego pomieszczenia.
Koń nie sprawiał większych trudności. Swego czasu często zmieniał miejsce zamieszkania.
-Sprzęt możesz odłożyć tutaj- powiedziała Julie wskazując na duże drzwi.
Siodlarnia prezentowała się równie pięknie jak stajnia.Duża i jasna sprawiała wrażenie raczej salonu ,niż siodlarni. Starannie ułożony i podpisany sprzęt ,aż prosił o użycie. Z uśmiechem powiesiłam moje rzeczy na wskazane miejsce.
Zadowolona z siebie postanowiłam ruszyć do pokoju.
***
Stałam przed drzwiami z numerem dziewięć. Moim oczom za chwilę miał ukazać się pokój w którym mam nadzieję będę mieszkać przez długi czas. Z lekkim wahaniem otworzyłam drzwi.
Powitał mnie zapach farby i czystości. Sam pokój nie był duży ,ale urządzony został ze stylem i doświadczeniem. Lodowo niebieskie ściany sprawiały wrażenie ,że w pokoju jest bardzo świeżo. Nie czekając długo wypakowałam moje rzeczy. Teraz dopiero zobaczyłam ,jak mało przedmiotów mam w posiadaniu.
***
Zerknęłam na "mapę" podarowaną mi przez nauczycielkę. Korytarze i sale były rozrysowane bardzo dokładnie. Przeniosłam jednak wzrok na rysunki przedstawiające tereny wokół uniwersytetu. Obok pastwisk widać było nieduży lasek ,z równie niewielkim jeziorkiem. Cieszyła mnie jednak sama myśl odkrywania nowych miejsc w akademii.
Z ociąganiem wstałam z łóżka i ściskając "mapę" w ręce wyszłam z pokoju i ruszyłam najbliższym korytarzem.
***
W większej ilości sal do których wchodziłam odbywały się lekcje ,dlatego lekko speszona pośpiesznie zamykałam drzwi. W pierwszej chwili zapomniałam ,iż ja jako jedyna nie mam jeszcze lekcji.
Zapoznałam się już z moim planem. Od jutra zacznę uczęszczać na zajęcia. Dlatego właśnie stałam się zapamiętywać jak najwięcej korytarzy i jak najwięcej numerów sal.
W końcu nie mając nic innego do roboty wróciłam do pokoju. Wzięłam prysznic ,uczesałam się i przebrałam. Wychodząc chwyciłam mały nóż ,który schowałam w kieszeni mojej kurtki ze skóry. Uśmiechnęłam się do mojego odbicia w lustrze i wyszłam z pokoju.
***
16.40 Od prawie 4 godzin kręciłam się po lesie i rzucałam nożem w otaczające mnie drzewa.
Raczej nie bałam się ,że się zgubię. Doskonale zapamiętałam trasę. W mojej rodzinnej miejscowości taka umiejętność była niezbędna.
Teraz siedziałam nad jeziorem obserwując przepływające kaczki. Jutro rozpocznie się mój pierwszy dzień szkoły. Teoretycznie powinnam teraz siedzieć w pokoju,nawiązywać nowe znajomości ,dalej oglądać wnętrze akademii. Nie miałam jednak na to ochoty. Zamiast tego z uporem wpatrywałam się w lekko falującą taflę jeziora.Uśmiechnęłam się pod nosem. Będę musiała tu przyjechać z moim blokiem i ołówkami. Jestem przekonam ,że delikatne kreski oddadzą głębię tego jeziora...
-Ekchem
Poczułam jak wszystkie moje mięśnie się napinają. Nie spodziewałam się tutaj kogokolwiek. Wzięłam szybki oddech i odwróciłam się w poszukiwaniu źródła dźwięku.
~Ktokolwiek?~
środa, 24 czerwca 2015
Powitajmy Melencię!

Imię: Melencia Vale
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Cia
Partner/Partnerka: brak
Charakter: Melencia jest introwertyczką - zamknięta w sobie, skryta i małomówna. Publiczne wystąpienia są dla niej horrorem, choć nie widać tego po niej. Rzadko się odzywa ponieważ, gdy nie ma nic do powiedzenia, po prostu nic nie mówi. Kiedy jednak udzieli się w rozmowie mówi dość lakonicznym, bądź zbyt filozoficznym językiem, dlatego rzadko znajduje ciekawych rozmówców. Nie da się jej obrazić. Zawsze ze stoickim spokojem odpowiada, a zbędne uczucia pozostawia dla siebie i usiłuje nie okazywać ich.
Opis: Jest szczupła i w przeciętnie wysoka. Jej jasna cera kontrastuje się z czerwono fioletowymi włosami (uprzedzając pytania - ich kolor nie jest naturalny). Ma ciemne spokojne oczy. Na obojczyku ma tatuaż przedstawiający trzy nietoperze o dość prostej budowie. Nikt nigdy go nie widział więc nikt nie pytał o jego pochodzenie.
Głos: A tale of one shadow
Pokój: nr. 9
Strój jeździecki: Melencia nosi zazwyczaj czarne bryczesy z białymi wstawkami. Zakłada różne bluzki zazwyczaj z krótkim rękawem. Jeśli jest zimno ubiera także czarną skórzaną kurtkę ,przylegającą do ciała. Do tego oczywiście czarne oficerki ze skóry i często nie noszony czarny toczek.
Koń:




Wyposażenie: Czarne siodło uniwersalne oraz ogłowie z nachrapnikiem polskim tego samego koloru. Ponadto rubinowy czaprak i ochraniacze przednie i tylne tego samego koloru.
Imię konia: Incognito
Wiek: 7
Inne zwierzę: -
Właściciel: queeninblack
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)