Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luke. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2015

Od Luke'a CD Morgan

- A wiesz, że teraz w Australii jest jesień? - uśmiechnąłem się i dalej niosłem Morgan, która klepała mnie po ramionie zaciekle.
- Luke! Masz w tej chwili mnie puścić! - krzyknęła donośnie, a w jej oczach błysnęła błyskawica. - Bo to źle się skończy! Jest jesieś, a woda... Wiesz... Zimna!
Roześmiałem się i ocean dosięgał mi już do brzucha. Morgan ledwo co dotykała wody stopami, szczęściara, bo ocean nie był aż taki ciepły.
- Patrz!
Zatrzymałem się, bo powoli męczyło mnie brodzenie w wodzie i noszenie dziewczyny jednocześnie. Głową wskazałem duży statek, który w oddali płynął po wodzie. Wyglądał jakby kosztował milion dolarów.
- God, jaki statek - westchnąłem pochłonięty marzeniami. Z zamyślenia wyrwała mnie Morgan, która pstryknęła mi palcami przed nosem. Chyba nie spodobał jej się statek.
- Wiesz... Dzisiaj mamy zarezerwowaną kolację. Dochodzi 13, a ja jestem tu z tobą zamoczona po kolana - powiedziała. - I jestem głodna.
- Tak samo jak ja - odpowiedziałem jej. - A więc idziemy na pizzę!
Powoli wróciliśmy powoli na plażę, a tam znaleźliśmy jakąś kawiarenkę. Niestety, nie serwowali tam pizzy i w końcu zjedliśmy frytki.
- Na którą ta kolacja? - zapytałem podczas jedzenia posiłku złożonego z frytek i ketchupu.
- Za 5 godzin, czyli na 18 - odpowiedziała pogodnie Morgan.
Patrzyła ciągle na ocean lub turystów. Napawała się ich widokiem i wyglądała na bardzo oddaloną, pochłoniętą własnym życiem. Ja za to widziałem tylko ją i nie spuszczałem z niej wzroku. Pewnie przypominałem małego szczeniaka.
Uśmiechnąłem się i zapytałem:
- Ile czasu potrzebuje dziewczyna na przygotowanie się na kolację?
- Ha, ha - odparła sarkastycznie Morgan. - Nie wiem, 2 godziny...?
- Okay... To mamy jeszcze 3 godziny na plaży. Co robimy?
- Poopalamy się.
Wróciliśmy po koce i parasole (parasole były w hotelu) i poszliśmy spowrotem na plażę. Rozłożyliśmy koce na piasku, a parasol wbiliśmy w ziemię. Morgan położyła się na swoim kocu i założyła okulary. Ja również położyłem się na kocu, ale założyłem słuchawki i zacząłem słuchać muzyki z mojej komórki. Nim się spostrzegliśmy była już 16.
(Morgan?)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Luke'a CD Morgan

- Okay - odpowiedziała łamiącym się głosem Morgan.
Chwilę później siedzieliśmy już w brudnej australijskiej taksówce. Taksówkarzem był starszy pan, który dobrze znał się na Sydney, mimo azjatyckich rysów, i co chwilę opowiadał o jakimś miejscu. Ja i Morgan przysłuchiwaliśmy mu się z uwagą, aby zapamiętać każde miejsce do późniejszego zwiedzenia.
Po 15 minutach drogi w zatłoczonym Sydney byliśmy na parkingu naszego hotelu. Morgan poszła do recepcji, a ja razem z kierowcą wnieśliśmy dwie walizki do budynku. Zapłaciłem mu i taksówkarz wrócił do swojego auta. Ja weszłam do recepcji, gdzie Morgan rozmawiała z recepcjonistką i potem szliśmy już do naszego pokoju na 2 piętrze, o numerze 312.
- Australijczycy mają straszny akcent. Nic nie da się zrozumieć - podsumowałem i otworzyłam kluczem drzwi naszego pokoju.
- Wow...
Pokój był duży i przestronny. Po lewej stronie były drzwi do łazienki, a na prosto były dwa łóżka przykryte białą pościelą i niebieską narzutą. Cały pokój był wystrojony na ciemnobrązowo i niebiesko. Po prawym boku stał telewizor, a podłoga była wyścielona brązową wykładziną. W północnym boku pokoju było ogromne okno z wyjściem na taras, który był również ogromny.
Od razu rzuciłam się na lewe łóżko twarzą w poduszkę.
- Tu jest super! - wymamrotałem dalej w poduszce i usiadłem na łózku. - Idziemy na plażę?
Była dopiero 10 rano, więc świetnie by było orzejść się po wspaniałych australijskich plażach.
(Morgan?)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Od Luke'a CD Morgan

Zarumieniłem się lekko. Nieczęsto mówiłem komuś o tym, czego słuchałem. Ale dla Morgan zrobiłem wyjątek.
- Arctic Monkeys. Słucham Arctic Monkeys - powiedziałem po chwili namysłu.
Dziewczyna usiadła powoli na sofie i zmarszczyła brwi.
- Nie znam - wzruszyła ramionami. - A ty znałeś AC/DC?
- Jak miałem ich nie znać?! - roześmiałem się. - Przecież to kultowi goście! Nie, nie znałem.
Kojarzyłam ten zespół, lecz nie znałem ani jednej piosenki. Taka prawda. Piosenka zespołu Morgan dalejleciała. AC/DC ryczeli smutnie w brzmieniach elektrycznej gitary. Aż im współczułem, że będą mieli zdarte gardła, biedactwa. Spojrzałem na zegar. Powoli dochodziła 21. Czas się zbierać. Wstałem z sofy.
- Okay, dzięki Morgan za wspaniały dzień - powiedziałem. - Dobranoc życzę.
Spojrzałem w ciemne oczy Morgan przepełnione radością. Zawsze chciałem, żeby była taka szczęśliwa. Szybko wyszedłem z jej pokoju i poszedłem do siebie. Tam wziąłem prysznic i poszedłem spać.

Rano wstałem bardzo, bardzo wcześnie, koło 6:21 i zabrałem się do pakowania walizki. Wziąłem tylko najważniejsze rzeczy, no i oczywiście ubrania. Jutro o 10 rano wylatywaliśmy do Sydney.
Ubrałem się i poszedłem na śniadanie. Zjadłem je z Morgan bardzo szybko. Czekał mnie ponury dzień oczekiwania. Mieliśmy dziś 7 lekcji, czyli tymbardziej źle.
Lecz pomimo pozorów, lekcje upłynęły szybko. Po południu rozeszliśmy się z Morgan, żeby dokończyć pakowanie się. Byłem strasznie podekscytowany całym wyjazdem, zwłaszcza, że wyjeżdżałem z Morgan! Wszystko było takie nieprawdopodobne i niemożliwe, a jednak prawdziwe.
Później poszliśmy na kolacje, a następnie położyłem się spać. Nie potrafiłem się doczekać jutra.

Dzisiaj pozwoliłem sobie spać dłużej, lot mieliśmy dopiero o 10. Niestety obudziła mnie Morgan, która okrzykiem "Wstawaj!" wpadła do mojego pokoju roześmiana. Otworzyłem oczy nieprzytomnie i obrzuciłem ją wzrokiem złości.
- No już... Dzisiaj jedziemy do Sydney!!! - zawołała z uśmiechem.
Rozluźniłem się i wstałem z łóżka.
- Ta.
- To ty się przebierz i jedziemy!!!
Ubrałem się, a potem razem z Morgan i walizkami poszliśmy do holu. Była godzina 8:30. Nie jedliśmy śniadania, postanowiliśmy sobie zjeść je na lotnisku. Wyszliśmy z Univerystetu i zadzwoniliśmy po taksówkę, która zawiozła nas na miejsce. Już na lotnisku poszliśmy do takiego miejsca, w którym pracownicy dawali jakieś metki na nasze bagaże i na taśmie zabierali je od nas. Potem z biletami i torebką Morgan poszliśmy do innego miejsca, w którym celnicy nas przeprawadzali przez takie słupki i "rendgenowali" torebkę Morgan. Następnie sprawdzeni nareszcie poszliśmy zjeść coś do małej kawiarni oczekując wylotu samolotu. Nagle rozległ się komunikat o naszym locie i szybko popędziliśmy do Terminalu 3, gdzie miał się odbyć lot. Pracownik po kolei sprawdzał bilety i pozwalał przejść dalej, to jest na dwór. Następnie autobusem zawieźli nas do samolotu. Powoli po stopniach wchodziliśmy do maszyny i zobaczyłem, że Morgan uważnie i ostrożnie stawia stopy na szczeblach.
- Coś...?
- Nie - przerwała mi. - Nic.
Usiedliśmy na swoich miejscach, gdzieś w środku samolotu i czekaliśmy na odlot. W końcu samolot pokołował na pas startowy i pilot powiedział:
- Proszę przygotować się do startu.
Następnie dwa ogromne silniki odrzutowe obudziły się z rykiem do życia i zaczęliśmy przyspieszać. Nabieraliśmy prędkości, a Morgan nagle chwyciła podłokietniki. Miała szeroko otwarte oczy. Złapałem ją za rękę i spytałem:
- Okay?
Nie odpowiedziała, wpatrywała się tylko we mnie tymi szeroko otwartymi oczami, więc zapytałem:
- Boisz się latać?
- Powiem ci za chwilę - odrzekła.
Dziób samolotu uniósł się i wzbiliśmy się w powietrze. Morgan wyjrzała za okno i patrzyła, jak planeta pod nami maleje, a ja poczułem, że jej dłoń się odpręża. Zerknęła na mnie, a potem znów przez okno.
- Lecimy - oznajmiła.
- Nigdy przedtem nie podróżowałaś samolotem?
Pokręciła głową.
- PATRZ! - niemalże krzyknęła, wskazując okno.
- Tak - potwierdziłam - widzę. Zdaję się, że jesteśmy w samolocie.
- W CAŁEJ HISTORII LUDZKOŚCI NIC NIGDY TAK NIE WYGLĄDAŁO - odrzekła. Jej entuzjazm był uroczy.

Morgan? Może być?

niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Luke'a CD Morgan

- Miło, prawda? - upewniłem się Morgan radośnie.
Dziewczyna ziewnęła i odpowiedziała, że oczywiście. Wyciągnąłem z kieszeni komórkę i sprawdziłem godzinę.
- 20 - poinformowałem moją towarzyszkę. - Późno, a dalej leje.
Nie byłem zbyt ucieszony tą całą ulewą, ale były plusy. 1 - jestem tu z Morgan, 2 - jest mało minusów, 3 - przynajmniej jest ciepło. Właściwie nr 3 jest już skutkiem tej sytuacji, a nie plusem, ale okay.
Lubiłem deszcz. Lubiłem jak bębni o szyby okien i spływa cienikim strużkami wody. Lubiłem czuć deszcz na swojej skórze, jego przyjemny chłód. Lubiłem słyszeć jego odgłosy. Lecz teraz nic z tej listy, nie było fajne. Byłoby fajne, gdybym siedział w ciepłym Univerystecie, a siedziałem na słomie w stajni. Fajnie? Niezbyt.
- Chyba będziemy musieli tu zostać, bo ja nigdzie się nie ruszam - powiedziała Morgan wyrywając mnie z rozmyślań. Chyba za dużo myślę. - Serio.
Wzruszyłem ramionami i napiłem się swojego kakao.
- Luke, skąd wytrzasnąłeś kakao? - spytałam dziewczyna spoglądając na mnie nieufnie.
Skąd Luke? No skąd?
- Ehm... Wiesz, stamtąd, tam gdzieś - pokazałem ręką na Univerystet. Westchnąłem. - Od tych, jak im tam, od... One nam robią obiady.
- A, te - roześmialiśmy się. - To spoko.
Ulewny deszcz dalej padał. Zaczynałem szczerze go nienawidzić. Było mi przerażliwie zimno, mimo że miałem koc i kakao. Bywa.
Nagle wstałem. Położyłem pusty kubek kakao na podłogę i powiedziałem:
- Morgan wstawaj.
- Po co? - spytała zdzwiona dziewczyna, ale wstała.
Podeszłem do niej i wziąłem ją na ramiona.
- Ej! Co robisz?! - zawołała Morgan, a j uśmiechnąłem się.
- Jak widzisz, porywam cię - roześmiałem się. - Będzie mokro.
Wybiegłem na dwór i szybkim pędem pobiegłem do Univerystetu. Gdy byliśmy w Univerystecie odstawiłem Morgan na ziemię.
- Nie jesteśmy tak mokrzy jak myślałem - oceniłem szczerząc się.

Morgan?

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Luke'a CD Morgan

Spojrzałam na Morgan. Ona przeciwnie - patrzyła na Katanę, jak szczęśliwie i uroczo kłusowała po pastwisku. Jej koń wydawał się być radosnym dziś konikiem, lecz martwiłem się o Morgan. A może ja za dużo się martwię?
- Brakowało mi tego - powiedziała, gdy minęła już cała wieczność.
Zmarszczyłem brwi zdziwiony.
- Katany, wolności - wytłumaczyła dalej patrząc na pastwisko. - W szpitalu było tak pusto i wszystko było zamknięte. Nawet ja.
Nie odpowiedziałem nic. Chciałem coś powiedzieć, pocieszyć (?), ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Wyobraziłem sobie Morgan trzymającą tabliczkę "Zamknięte". Straszne. Wyglądało to tak, jakby zamykała coś - życie. Ale zamknąć można coś tylko z własnej woli. Właśnie. Zamykasz na własną odpowiedzialność.
- Chodź - powiedziała i poszliśmy przez bramkę na pastwisko do biegającej Katany.
Myślałem, że Morgan zaraz wskoczy na swojego konia i pokłusuje gdzieśtam sama. Ale ona nawet nie spojrzała na Katanę. Tym razem wzrok utkwiony miała w trawie. Zbyt zielonej, jak na marzec. Wkrótce przeniosła wzrok na niebo. Zachodzące słońce było zbyt jaskrawe dla jej gasnących oczu, a ja marzyłem, żeby poznać jej myśli.
Szliśmy powoli ciesząc się, przynajmniej ja, pogodą, nie odzywając się do siebie. Chmury leniwie płynęły po oceanie bożym, a ciepły wiatr powiewał lekko. Niektóre chmury przypominały mi Morgan. Wyniszczoną przez życie, ale piękną i szczęśliwą dziewczynę. Żałowałem, że nie zauważyłem tego wcześniej.
Usiedliśmy na trawie. Każda dziewczyna nigdy by nie usiadła na trawie, bo "Będe miała zielone spodnie!". Lecz Morgan usiadła. Morgan jest inna. Ona stąpa lekko. Stąpa lekko po ziemi. Morgan zna prawde: prawdopodobieństwo, że zranimy wszechświat, jest takie samo jak to, że mu pomożemy, a nie możemy zrobić ani jednego, ani drugiego.

Morgan? Dziś tak poetycko :3

piątek, 3 kwietnia 2015

Od Luke'a CD Morgan

- Nie - odparłem. - Możesz zostać, jesteś tu zawsze mile widziana.
Roześmiałem się, ale widząc naburmuszoną minę Morgan od razu skończyłem chichotać.
- To nie było śmieszne - odpowiedziała. - Słaby żart.
Odchrząknąłem i zgasiłem światło w łazience. Zanim przyszła Morgan brałem prysznic i zapomniałem no, zgasić światło.
Następnie usiadłem obok Morgan, która pochwyciła już pilota i oglądała telewizję, jakiś program rozrywkowy.
- Ciekawe.... - powiedziała.
Zmarszczyłem brwi. Co ciekawego było w gwiazdach, przepraszam, celebrytach, skaczących z skoczni?
- Co ciekawe? - zapytałem.
- Te gwiazdy w ogóle nie zaistniały w świecie, a noszą się jak prezydenci - uśmiechnęła się. - Serio.
- No, serio - roześmialiśmy się.

*Ziuuuuuuut! Więc tak: Jest jedna sprawa do omówienia. Tydzień temu napisałem w opowiadaniu, że jedziemy do Sydney za tydzień, to jest jutro - 04.04. A teraz już nie wiem, czy jedziemy jutro, czy dopiero za tydzień :/. Zdecyduj, proszę, Morgan*

Morgan? A i sorry, że krótko. B.A.R.D.Z.O. sorry. Nie mam ostatnio weny :(

sobota, 28 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

Gdy Morgan powiedziała, że prezent jej się podoba, byłem niemal tak szczęśliwa jak ona w tym momencie! Chciało mi się skakać z radości, że jadę do Sydney i to z Morgan! Z Morgan, która dzień temu była w szpitalu.
- Jedziemy równo za tydzień - odpowiedziałem. - A to będzie... 04.04. Wiem, że to ogólnie Wielka Sobota i w ogóle, ale chciałem pojechać jak najszybciej. A co do dni, to jedziemy tam na pięć dni. Wujek Ben nie chciał zgodzić się na tydzień - uśmiechnęłem się do dziewczyny. - Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Nigdy nie byłem w Sydney! Będziemy oglądać delfiny, zobaczymy tam te wszystkie fajne plażę - oczy powoli robiły mi się coraz większe z zachwytu - i zobaczymy operę i pójdziemy do zoo jakiegośtam i do tej słynnej restauracji Q... Q... Qco?
- Quay - dokończyła Morgan z szczęściem wymalowanym na twarzy.
- Okay, Quay - roześmiałem się widząc iskierki w oczach dziewczyny. - Okay, okay. Teraz powiedz mi co o tym sądzisz. Szaleństwo?
Byłem już bardzo zmęczony i chętnie poszedłbym spać, dochodziła 11. Ale chciałem dowiedzieć się co myśli Morgan.

Morgan? Przepraszam, że krótkie :(

środa, 25 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

Pokój Morgan był bardzo ładnie przystrojony, a prócz tego na jej biurku stał czekoladowy tort, którego kupiłem. Na łóżku siedział jej wilk o imieniu, którego nie pamiętałem. "Koledzy" Morgan pili z tektórowych kubków Sprite'a. Morgan patrzyła na to wszystko z zachwyceniem, a ja powiedziałem:
- Hej, wszystkim! Przyszła Morgan! - zawołałem.
Kilka osób wymieniło zdziwione spojrzenia. Chyba nie poznali jeszcze Morgan.
- Teraz mieliście powiedzieć: Witamy spowrotem, Morgan! - podpowiedziałem i rozszedł się cichy szmer pośród nich. Machnąłem ręką - A zresztą już nieważne... - zwróciłem się do Morgan - Chcesz tortu? I Sprite'a?
- Raczej tak - odpowiedziała i podeszliśmy do biurka.
Morgan niepewnie ukroiła sobie kawałek tortu, ja też. Rozmawialiśmy tylko ze sobą i praktycznie nie rozumiałem po co zaprosiłem inne osoby. Wkrótce Morgan zaczęła poznawać innych i pod koniec imprezy świetnie dogadywała się z wszystkimi. Tak serio to była to domówka. Nie było muzyki, tylko rozmowa. Nie było też alkoholu, ani kofeiny, a i tak świetnie mi się rozmawiało i myślę, że innym też.
Goście wyszli, gdy dochodziła 10. Morgan zmęczona usiadła na sofie, a ja zacząłem sprzątać, nawet jeśli sprzątanie oznacza wyrzucenie zużytch kubków i talerzyków do śmieci. Potem ukroiłem sobie resztkę tortu i usiadłem obok Morgan.
- Jak ci się podobało? - spytałem żująhc tort.
- Było nawet fajnie - roześmialiśmy się.
Odłożyłm talerzyk na biurko i zacierając ręcę powiedziałem wstając:
- Poczekaj, to jeszcze nie koniec - uśmiechnąłem się i wyszedłem z jej pokoju.
Poszedłem do siebie i wyjąłem z szafki kopertę. Była w niej owa niespodzianka. Dużo myślałem od naszej rozmowy co lubimy i wpadłem na to. To był wprost present wymarzony. Wróciłem do Morgan trzymając kopertę za plecami. Usiadłem spowrotem na sofie i podałem jej kopertę.
- Co to jest? - spytała.
Były to dwa bilety do Sydney. Razem z potwierdzeniem rezerwacji pokoju i stolika w jakiejśtam słynnej restauracji.
Skąd wziąłem kasę? Wujek kiedyś powiedział mi, że on kieyś z jego tatą mieli taką sprawę: Wujek miał być grzeczny to dostanie życzenie. Jeśli był niegrzeczny to nie dostał. Ale że grzeczny przez całe życie.
Wujek był grzeczny i dostał od jego taty pieniądze na założenie osiedla. To samo wujek zrobił ze mną. Byłem grzeczny dostałem życzenie.

Morgan?

niedziela, 22 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

  Wyszedłem z sali Morgan i szybko pojechałem autobusem do Universytetu. Tam musiałem załatwić parę ważnych "spraw" i położyłem się spać. Długo nie potrafiłem zasnąć, ponieważ stresowałem się jutrzejszym dniem.

   ~~                 ~~                  ~~               ~~

  Wstałem bardzo wcześnie i od razu poszedłem do sekretariatu. Tam udałem, że jestem znów doktorem Smith'em, który chce przynieść bagaże Morgan do jej pokoju. Tak właśnie pozyskałem klucz do pokoju mojej koleżanki. Ale jestem niegreczny...
Wszedłem do jej pokoju razem z czarnymi i szarymi balonami. Nadmuchałem je helem i zawiązałem w różnych miejscach, ale najpierw ogarnęłem jej pokój. Dokończony pokój wyglądał trochę jak przyjęcie na stypę, roześmiałem się na tą myśl. Pozawieszałem czarno - srebrne serpentyny na oknach i pod sufitem. Ogólnie był przepiękny.
  Później poszedłem do cukierni i odebrałem tort z napisem: "Witamy spowrotem!" i wróciłem do Universytetu. Tam zaprosiłem kilka osób, w tym Amandę i Lucy. Tak praktycznie Morgan nikogo nie znała, ale miałem nadzieję, że jakoś się z nimi zaprzyjaźni.
  Wczoraj w laptopie załatwiałem balony i pewną specjalną rzecz. Tak zwaną niespodziankę.
  Dochodziła 14. Zapakowałem kanapki, sok, owoce i czekoladowe muffiny do koszyka wraz z kocem. Wszystko było brązowe lub czarne. Sorry, oprócz owoców. Kanapki były z takiego brązowego, chyba razowego chleba z Nutellą, sok był porzeczkowy, a koc czarny.
  Spacerem poszedłem do szpitala. Tam Morgan była już spakowana i gotowa do ponownego przyjścia do Universytetu.
- Hej! - przywitałm się, co ona odwzajemniła uśmiechem. - Zapraszam panią na piknik. Walizki odbierzemy później.
- Okay. A więc chodźmy.

Morgan? Możesz napisać krótko, tylko o pikniku? No bo ja mam niespodziankę :D

Od Luke'a CD Morgan

Wstałem i usiadłem na łóżku Morgan obok jej nóg.
- Czy to znaczy, że wychodzisz ze szpitala? - upewniłem się uśmiechnięty.
Dziewczyna roześmiała się, a ja wraz z nią.
- Tak! Cieszysz się? - spytała, a ja w odpowiedzi cmoknęłem ją w czoło.
-Bardzo.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 15. Czas na obiad w szkole, ale postanowiłem go zjeść w szpitalu razem z Morgan. Włączyłem telewizję, ale chwilę potem przyszła pielęgniarka z tacą z obiadem dla Morgan.
- Ekhem...  Mam obiad dla panny Kruger, ale nikt nie zgłaszał drugiego gościa - pielęgniarka wydawała się zakłopotana.
- Nie ma kłopotu, pani... - spojrzałem na plakietkę - Wolska. Za chwile wracam.
Wybiegłem z sali i pozyskałem zupkę chińską z automatu i wróciłem do sali. Tam Morgan jadła już jakieś warzywka. Usiadłem na moim fotelu i powiedziałem:
- Chyba szpital nie ma kasy.
- Czemu tak sądzisz? - zapytała gryząc brokuła.
- Bo za zupę chinśką trzeba zapłacić 10 zł! - wymachiwałem torebką jedzenia, a Morgan roześmiała się.
- To i tak lepsze od tych roślinek. Uwierzysz, że nie mają smaku?
Tym razem ja zaśmiałem się radośnie.
Zacząłem szukać miski i czajnika, a Morgan jakby czytała mi w myślach odpowiedziała że miska jest w szafce, a czajnik na stoliku. Szybko zrobiłem sobie chińszczyznę i spowrotem usiadłem na fotelu obok łóżka Morgan.
Wkrótce dokończyliśmy nasze potrawy, a ja włączyłem swojego laptopa. Miałem do załatwienia parę spraw.
- Co tam oglądasz? - zapytała Morgan ukradkiem patrząc na monitor.
- Ej, nie patrz! - zawołałem odwracając laptopa, tak żeby dziewczyna nie widziała co oglądam. - To niespodzianka.

Morgan?

sobota, 21 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

- Sydney... - rozmarzyłem się. - Mi kojarzy się z delfinami, operą i wczesnym powitaniem Nowego Roku. Mają tam szybciej.
Morgan wzruszyła ramionami i uniosła brwi.
- Serio? Ach, taak... - roześmiała się.
Ja również się roześmiałem. Boże... Jak ja uwielbiałem jej śmiech.
- Wiesz z czym głupim mi się jeszcze kojarzy? - zapytałem.
- Z czym? - dziewczyna spojrzała na mnie przenikliwie.
Uniosłem kąciki ust i odpowiedziałem:
- W mieście Melbourne w Australii co roku odbywa się wielkoszlemowy konkurs tenisa. Nazywa on się Australian Open i od dziecka oglądałem każdy ten turniej. Właśnie z tym kojarzy mi się Sydney. Wiem, dziwnie - przyznałem patrząc na zegar.
Chwilę nie odzywaliśmy się do siebie, później ja zacząłem rozmowę.
- Nie mogę doczekać się jak wyjdziesz z szpitala - powiedziałem powracając wzrokiem w czarne oczy Morgan.
Dziewczyna uśmiechnęłam się zarumieniona.
- Przysięgam, że nikt ci nie urządzi takiego powitania w Universytecie jak ja. - Morgan roześmiała się krótko. - I zabiorę cię do parku. Na piknik.

Morgan?

piątek, 20 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

Roześmiałem się i wtedy poczułem nudę. Rozrywająca nudę. Ziewnąłem. Jak nuda może być tak nudna? Nie a co robić i w ogóle.
Morgan spojrzała na mnie z wyczekiwanie co zrobię, a ja siedzialem w fotelu i ziewałem. Nagla przyszedł mi do głowy świetniarski pomysł.
- Pogramy w taką grę w której odpowiada się na pięć pytań dotyczących nas, raz ty, raz ja? - zapytałem niepewnie.
- Eeeeee.... Taka gra nie istnieje, ale dobra - Morgan roześmiała się słodko.
- Okay... - wyciągnąłem z kieszeni telefon i włączyłem grę. Przypomniałem sobie pytania: Co lubisz? Czego nienawidzisz? Twój ulubiony kolor? Twoja ulubiona potrawa? Twoje ulubione miasto?
Podałem te pytania Morgan, a sam zacząłem odpowiadać:
- Lubię czytać. Lubię konie i psy, najbardziej te wielkie. Małe wyglądają jak szczury. - Morgan roześmiała się, a ja ciągnęłem dalej - Nienawidzę jak ktoś jest księżniczką. Wiesz co mam na myśli... Nienawidzę teź tych szczurowatych psów i O! Nienawidzę jak ktoś udaje kogoś innego albo przechwala się za dużo. Moim ulubionym kolorem jest szary, a potrawą naleśniki. Moim ulubionym miastem jest zdecydowanie Werona.
Dziewcxyna uśmiechnęła się lekko.
- Teraz ty - powiedziałem cicho.

Morgan?

sobota, 14 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

Nie za bardzo rozumiałem pytanie, ale uśmiechnąłem się dwuznacznie.
- Ale chodzi ci o książkę? - upewniłem się, a Morgan potaknęła łagodnie.
Ona była dla mnie zagadką. Na początku naszej znajomości uznawała mnie za powietrze, a teraz uśmiechała się przyjaźnie i śmiała się w moim towarzystwie. To tak jakbym poznał inną Morgan. Morgan jaką chciałbym znać.
- To tak... Polecam ci, jak to ja - roześmiała się - całą serię Harry'ego Potter'a. Wiem, że to jest już przereklamowane, ale powiem ci coś w sekrecie.
Zbliżyłem się do jej ucha.
- Nie oglądałem filmów. Tylko książki.
Dziewczyna roześmiała się.
- Jeszcze polecam Gwiazd Naszych Wina. Tak, przeczytałem tą książkę i tak, nie jest ona napisana dla chłopców, ale z entuzjazmem ją przeczytałem. Bardzo lubię też Dary Anioła. To świetna książka. To co? Coś przeczytasz? - zapytałem podpierając głowę rękoma.

Morgan? Dziś króciutko. Sorka :(

niedziela, 8 marca 2015

Od Luke'a CD Morgan

Wyszedłem z sali szpitalnej Morgan i pojechałem autobusem do Univerystetu. Tam przygotowałem się do balu cały w nerwach, ponieważ był to mój pierwszy bal i nie wiedziałem jak będzie. Kiedyś byłem na dyskotekach, owszem, ale na tak wielkiej uroczystości nigdy.

~Następnego dnia~
Obudziłem się późno, koło 11 rano. Na śniadanie było za późno, a na obiad za wcześnie. Głodny więc ubrałem się i postanowiłrm przejść się do Morgan. Ciekawiło mnie to, jak zareaguje na moją historię o balu. Pewnie nudą, bo zbytnio tam się coś ciekawegonie działo. Trochę tańczyłem, przysypiałem, piłem Sprite'a i rozmawiałem z Ari. Wszystko tak ciekawe, jak lekcja historii w Hogwarcie.
W końcu spacerkiem doszedłem do szpitala. Mechaniczne drzwi otworzyły się, gdy chciałem przez nie przejść i od razu skierowałem się do pokoju Morgan. Zapukałem i wszedłem do sali, lecz zobaczyłem, że nie ma tam Morgan. Wróciłem do dyżurki pielęgniarek, a tam jeden doktor wyjaśnił mi, że "Pani Morgan została przeniesiona dziś rano na oddział pourazowy". Ja tylko podziękowałem i poszedłem właśnie tam. Szybko odnalazłem jej nowy pokój i wszedłem z cichym pukaniem w drzwi.
Morgan spała. Miała włączony telewizor i pilot w ręce, z czego można wywnioskować, że zasnęła oglądając telewizor. W rogu sali stało krzesło, które przeniosłem obok łóżka i usiadłem na nim. Złapałem Morgan za rękę i lekko potrząsnąłem nią. Otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się.
- Luke! Dobrze, że jesteś! Wiesz, że mnie przenieśli!? - spytała radośnie.
Roześmiałem się.
- Skąśtam się dowiedziałem.
Morgan usiadła po turecku i wyprostowała się.
- A teraz opowiadaj. Jak było na balu?
(Cała opowieść o balu jest w opowiadaniu "Od Luke'a - Bal", więc żeby nie przedłużać pozwoliłem sobie o przekierowanie tam ciebie, drogi czytelniku.)

Morgan?

Od Luke CD Ari

Arianna gdzieś poszła zostawając mnie sam w kawiarni. Siedziałem tam jeszcze chwilę po czym zobaczyłem, że Kuba wchodzi do lokalu. Jak ja nienawidzę tego gościa... Nawet nie chciałem, żeby do mnie podchodził, więc szybko wstałrm, żeby wyjsć, ale ten luźny chłopak właśnie wszedł do kawiarni.
- Siema, Luke! - zawołał do mnie.
Szybkim krokiem podeszłem do drzwi.

Kuba?

sobota, 7 marca 2015

Od Luke'a - Bal

Zapukałem do drzwi pokoju Ari. Otworzyła mi ubrana w niebieską sukienkę dziewczyna o brązowych włosach spiętych w lekki warkocz na boku, czyli Arianna.
- Czy możemy iść? - spytałem biorąc Ari pod rękę.
- Tak, chodźmy.
Poszliśmy na wielką salę pełną ozdóbek i baloników i innych rzeczy złoto srebrnych. Usiedliśmy przy stole z Lucy i Kubą i zaczęliśmy z nimi rozmawiać na różne tematy. Wkrótce dosiadli się też do nas Antonio i Charlie. Każdy był pięknie ubrany. Chłopcy ubrani byli w smokingi i garnitury, a dziewczyny w długie, eleganckie suknie. Wszystko było takie dystyngowane i sztywne, ale jak zobaczyłem jak wygląda Jacob wszyatko się rozświetliło. Był on ubrany w biały T-Shirt z krawatemi w czarne dżinsy. Roześmiałem się. Potem był czas na posiłek. Zjedliśmy go i zaczęły się tańce. Na początku była jakaś nieznana kapela, a później przyszedł czas na 5 Seconds Of Summer. Niezbyt lubiłem ten zespół, ale słysząc piski Arianny, zmieniłem zdanie o 5SOS. Tańczyłem z Ari szybki i ruchliwy taniec, dlatego szybko zmęczyłem się i usiadłem przy stole. Arianna podeszła do mnie i spytała:
- Już skończyła się zabawa? Zmęczyłeś się?
- Taak.. Chodźmy gdzieś indziej... Chybata muzyka nie wpływa mi dobrze na uszy..
Gdy wyszliśmy z sali zaczęło świszczyć mi w uszach, a cisza która była na szkolnym korytarza była zbyt cicha. Arianna zaciągnęła mnie do szkolnej biblioteki, gdzie usiedliśmy przy jednym ze stolików.
- Ten wieczór był cudowny - westchnęła szczęśliwa Arianna.
Wsunęła swoje ręce we włosy i delikatnie je rozplątała.
- Nie jesteś zmęczona? - spytałem.
Uśmiechnęła się lekko, a ja podparłem głowę na rękach.
- Nie, narazie nie.
Złapała jakąś książkę i zaczęła ją czytać:
- "Weszłam do lasu i zobaczyłam różową wróżkę siedzącą na niebieskawym kamieniu pośród..."
- Zaraz zasnę... - powiedziałem kładąc się na stole. - Nie czytaj.
Wstałem i powlokłem się do swojego pokoju, a Arianna chyba poszła za mną. Nie wiem, nie przejmowałem się tym wtedy. Weszłem do siebie i runąełm na łóżko. Ale jeszcze przed zaśnięciem wstałem i poszedłem do pokoju Ari. Siedziała przy biurku i zmywała make up, a widząc mnie uniosła brwi i wstała.
- Chciałem tylko podziękować ci za ten piękny wieczór. Dobranoc, Ari.
I wróciłem do siebie, aby szybko zasnąć.

piątek, 6 marca 2015

Od Luke'a CD Ari

- Nic, po prostu.. Wow! Podziw, że potrafisz aż tyle - powiedziałem spuszczając wzrok. - Jesteś niemożliwa.
Arianna machnęła ręką.
- E tam. Większe rzeczy się robiło.
Spojrzałrlem na jej kubek prawie dopitej herbaty. Wstałem i sobie też zamówiłem. Później usiadłem spowrotem na przeciwko Ari.
- Ja nigdy nie próbowałem bungee i nie chce próbować - powiedziałem.
- Dlaczego?
- Po prostu się boję.

Arianna?

Od Luke'a CD Arianna

- To. Było. Świetne. - powiedziałem oddzielając każdy wyraz.
Dziewczyna roześmiała się. Naprawdę wspinaczka to był jej konik, była niesamowita. Serio niesamowita. Wspinała się jak... Nie wiem kto... Nie znam osoby, która wspina się tak jak Ari.
- Chodźmy już - powiedziałem.
Arianna potarła dłonie o siebie i wyszłaz sali, a ja za nią. Wkrótce byliśmy już w Universytecie.

Ari?

Od Luke'a CD Morgan

- Rozumiem cię - powiedziałem uśmiechając się dla otuchy. - Wydaje mi się, że dużo osób tak robi.
Morgan potaknęła lekko.
- Chyba tak...
- Nieważne, koniec tematu. Pomówmy o balu - splotłem ze sobą dłonie. - Nie chcesz iść, bo się nie potrafisz ruszać i boli cię głowa od huku muzyki i świateł.
Roześmialiśmy się głośno.
- Powiedzmy, że mam alergię na bale - oznajmiła roześmiana Morgan.
- Okay, a więc sądzisz, że nie potrafisz tańczyć?
- Tak sądze.
Uśmiechnąłem się szeroko i wstałem.
- Na pewno potrafisz - odpowiedziałem. - Chodź zatańczymy.
Zrobiło mi się żal Morgan. W tych bandażach powiedziałem jej żebg zatańczyła ze mną... Głupi Luke!

Morgan?

Od Luke'a CD Arianna

Strasznie cieszyłem się znów móc wspinać się. Dawno już tego nie robiłem, ale wiedziałem że tego nie da się zapomnieć. Miałem tylko nadzieję, że Ari da sobie radę. Weszłem na halę i zobaczyłem, że moja towarzyszka stoi pod jedną skałką i przygląda się wspinaczowi z otwartymi ustami. Uśmiechnąłem się i podeszłem do niej.
- Też cię tak nauczę - powiedziałem jej nad ramieniem.
- Serio? - obróciła się do mnie zdziwiona, a ja potaknąłem - To świetnie!
Pod każdą skałka była ławka i gruby materac, na wypadek gdyby ktoś spadł. Na ławeczzce leżał pojemnik z białym pudrem czy czymśtam. Obtaczało się w tym ręce, żeby lepiej się trzymać skał, więc i ja i Ari obtoczyliśmy w tym ręce.
Podeszliśmy do skałki.
- Idź pierwsza, jakby co to będę za tobą - powiedziałem, a Arianna złapała się kurczowo drugiego kamyczka.
Ja również zacząłem się wspinać i dopiero na skałce przypomniałem sobie, jak trudno się wspina. Arianna radziła sobie dobrze jak na pierwszy raz, nawet bardzo dobrze. Wchodziła coraz to wyżej i wyżej, a ja nie mogłem za nią nadążyć. Nie stawiała ostrożnie nóg, co mnie lekko zaniepokoiło, ale poruszała się na skałce jak wiewiórka, dlatego nie myślałem o jej wypadku. Ręcę zaczęły się mi pocić na trudy wspinaczki, a nogi drżeć pod wpływem siły wspinania. Powoli zapomniałem, że jestem z Ari i skupiłem się na kamykach. Spojrzałem w górę i zobaczyłem patrzącą na mnie Ariannę.
- Fajnie jest  co nie? - powiedziała wchodząc na górę.
- Lepiej nie patrz w dół.
- Dlaczego? - dziewczyna niestety popatrzyła w dół i lekko się zachwiała.
- Widzisz... Dlatego...
Kamyk po kamyczku powoli dochodziliśmy do szczytu, a gdy wreszcie go osiągnęliśmy, zaczęliśmy schodzić w dół.
Nienawidziłem schodzenia. To było jeszcze trudniejsze od wchodzenia. Kamyki miały inny kształt przez co stopy lepiej zjeżdżały w dół. Nie dało się utrzymać długo nogi na kamyczku.
Nagle stopa Ariany właśnie zjechała z kamyczka. Szybkim ruchem złapałem ją z kostkę i postawiłem stopę na njabliższym kamyczku.
Arianna ciężko oddychała. Nic dziwnego, też się przestraszyłem, że upadnie.

Ari?