- Charlie - powiedziałam jak mam na imię.
Podałam mu ręke. Niechętnie wyciągnął dłonie z kieszeni i uścisnęliśmy swoje ręce. Od razu włożył swoje dłonie spowrotem do kieszeni.
- Dzisiaj przyjechałeś? - zapytałam.
- Tak, ledwo co odstawiłem konia do boksu - odpowiedział.
- Aha, przyjechałeś na koniu?
- Nie, autem.
- Ja pociągiem.
Chłopak popatrzył niechętnie w stronę wyjścia ze stajni na samochód. Zapewne jego albo kogoś z rodziny. Byćmoże miał już prawko.
- Ja już muszę iść się rozpakować i w ogóle.
- Pomóc ci z bagażami? - zaoferowałam mu swoją pomoc.
Max?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz