Popatrzyłam na niebo, na którym zbierały się burzowe chmury.
- Raczej na halę - odparłam i poszłam siodłać Katanę.
Po chwili stałyśmy z Lucy u wejścia do hali.
Sprawnie wsiadłam na klacz i zaczęłam ją rozgrzewać.
Robiłam ósemki, serpentyny i slalomy, aby rozruszać trochę Katanę. Trzeba ją było trochę zmotywować żeby zaczęła ładnie chodzić.
Po około 15 minutach rozgrzewki podjechałam do Lucy.
- Gotowa trochę poskakać? - zapytałam i nie czekając na odpowiedź ruszyłam na pierwszą przeszkodę. Nie miała więcej niż 110 cm, więc nie była trudna.
Kątem oka zobaczyłam, że Lucy, również skacze, lecz jakoś średnio mnie to obchodziło.
Zatraciłam się w skakaniu, pokonując z kataną coraz wyższe przeszkody. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęło padać. Wielkie krople z brzękiem rozbijały się o dach hali.
Kiedy skończyłyśmy, wszystkie 4 byłyśmy spocone, a pyski klaczy pokrywała piana.
- To było przyjemne - powiedziałam do Lucy, między wdechami.
- Też tak uważam. Tylko jak my się teraz przedrzemy do stajni, w tej ulewie? - odparła wyglądając na dwór.
- Może tak? - zapytałam i spięłam Katanę do galopu.
Po minucie byłyśmy już w stajni, niestety nawet galop nie uratował nas przed całkowitym zmoknięciem.
Szybko rozsiodłałyśmy i wytarłyśmy konie i jeszcze szybciej pobiegłyśmy do uniwersytety, żeby schronić się w ciepłym łóżku.
Wreszcie ociekające wodą, stanęłyśmy na korytarzu i już miałyśmy się rozchodzić do pokoi.
- Hej może chcesz do mnie przyjść pooglądać film? Okryjemy się kocem i zrobimy kakao - nagle zaproponowała Lucy, a ja przystanęłam z ręką na klamce.
- Czemu nie... - odparłam z namysłem i weszłam z Lucy do jej pokoju.
(Lucy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz